[center:a9b0d26742] Przebudzil sie po 19 latach spiaczki


W 1988 r. Jan Grzebski, pracownik kolei, w trakcie podczepiania wagonow doznal silnego urazu glowy. Nieprzytomny trafil do szpitala. Przy okazji ujawnily sie rowniez zmiany nowotworowe mozgu. Mezczyzna zostal sparalizowany. Nie chodzil, nie mowil, zaczal tracic wzrok, po czym zapadl w spiaczke. Lekarze nie dawali mu szans.

Jednak dzieki zabiegom rehabilitacyjnym 12 kwietnia wybudzil sie, niedlugo potem odzyskal mowe i zaczal samodzielnie poruszac sie. O wydarzeniu poinformowala "Gazeta Dzialdowska".

Jak powiedzial Wojciech Pstragowski, kierownik dzialu rehabilitacji szpitala w Dzialdowie, pacjent trafil do nas po 19 latach. Juz wtedy lezal w domu "zapatrzony w sufit". Wedlug informacji, ktore uzyskal od rodziny, lekarze oceniali, ze pacjent jest w beznadziejnym stanie, ze wzgledu na uraz odradzano tez stosowanie podczas rehabilitacji jakichkolwiek cwiczen fizycznych, zeby sie jego stan nie pogorszyl.

To, co sie teraz stalo, to efekt rehabilitacji - mowi Pstragowski. Zona chorego, ktora bardzo poswiecala sie opiece nad nim, byla zdziwiona, ze rozpoczynamy z nim prace tak, jakby byl dopiero po urazie. Przyjelismy go jak kazdego innego pacjenta - dodaje.

Na poczatku pacjent mial tylko kontakt wzrokowy. Zaczelismy terapie od slow: "Dzien dobry, zapraszamy do cwiczen" - mowi Pstragowski. Na poczatku nie reagowal, nie wykonywal zadnego ruchu. Wprowadzalismy delikatne cwiczenia fizyczne i caly czas rozmawialismy z pacjentem, ktory zaczal nam sie przygladac, potem usmiechac sie, mowic pierwsze slowa. Poniewaz postepy pojawily sie tak szybko, zintensyfikowalismy terapie.

Przez dwa miesiace intensywnie pracowalismy z chorym. Postepy byly widoczne z dnia na dzien. Wszyscy bylismy zaskoczeni - dodaje. Jak opisuje, chory zaczal coraz glosniej mowic, klocil sie z zona, prosil, zeby nikt mu nie pomagal przy wstawaniu i cieszyl sie, ze wraca do zycia.

Przypadki wyjscia ze spiaczki po wielu latach zdarzaja sie bardzo rzadko.[/center:a9b0d26742]