Jak Polacy wykręcają się... od seksu. Poznaj sposoby!

W naszej rozerotyzowanej kulturze dość trudno w to uwierzyć, ale podobno coraz więcej ludzi będących w związkach na wszelkie sposoby wykręca się od seksu. Panowie też. Wręcz rozpaczliwie.

Stereotyp, wiadomo, jest taki: pan zawsze chce, choć nie zawsze może. Pani zaś - zawsze może, choć nie zawsze chce. A właściwie chce rzadko. Jednak wzorce zachowań zmieniają się dziś tak szybko, że coraz częściej to pani zawsze może i zawsze chce. Zaś pana "boli głowa".

Jak pisze dziś we "Wprost" Zbigniew Lew-Starowicz, najbardziej intrygujące są strategie wymyślane przez mężczyzn, których partnerki mają większe potrzeby seksualne niż oni. Otóż w naszej cywilizacji mężczyzna musi kultywować archetyp zdobywcy. Jeśli mu się nie chce, zdobywać zaczyna kobieta.

A to cios straszliwy w męskie morale. Tak straszliwy, że trzeba go zamaskować - najlepiej zachowaniem bardzo, ale to bardzo męskim. Jak więc mężczyzna ukrywa, że "boli go głowa" i po prostu nie ma ochoty na żadne bara-bara?

Najwięcej panów, bo 36 procent, deklaruje że jako mężczyźni muszą zdobywać pożywienie, więc dłużej pracują. Siedzą w pracy do nocy. Jeżdżą w delegacje. W domu udają, że pracują przy komputerze - w nadziei, że wyczerpana żądzą partnerka zaśnie i nie będzie czynić nieprzystojnych propozycji.

27 procent mężczyn po męsku milczy. Seks, prawda, ich nie ciekawi. Problem, prawda, masz ty. Strategia fatalna, bowiem panie najczęściej dochodzą do wniosku, że mąż albo ma romans, albo postanowił zostać... gejem.

11 procent "boli głowa" w ścisłym sensie tego określenia. Symulują choróbska. Do czasu jest to strategia dobra - partnerka nie nęka, i lepiej karmi. Jednak czułe głaskanie po głowie "bo taki jesteś chorutki" łatwo może się zmienić w coś więcej. Brrr.

9 procent panów
posługując się bardzo męską logiką mówi wprost: to twoja wina, że nie mam ochoty z tobą... tego tamtego. Bo źle wychowujesz dzieci, niedokładnie, babo, sprzątasz, albo w ogóle mnie zdominowałaś i patrz, do czego doprowadziłaś. Tego typu kwilenie łatwo jednak przejrzeć. I wtedy jest wstyd.

Panie mają strategie nieco inne. 37 procent wprawdzie odmawia, ale tak naprawdę nie odmawia. To znaczy - odmawia tak delikatnie, że partnera to nie przekonuje i robi swoje - a ona, biedaczka, dla świętego spokoju poświęca się legendarnej kontemplacji sufitu: pomalować już, czy dopiero w przyszłym roku?

26 procent odmawia po prostu
. Z reguły są wtedy zmęczone, chore bądź niewyspane, a z partnerem łączy je więź na tyle głęboka, by to zrozumiał (właściwie to dość straszne. Ledwie co czwartą kobietę rozumie jej partner!) 12 procent odmawia stanowczo - do wykopania uporczywego amanta z łóżka włącznie. Robią tak kobiety dominujące w związku (Uwaga. W 12 procentach polskich związków dominują kobiety).

5 procent pań to męczennice, które zgadzają się na wszystko, "bo taka jest rola kobiety". (A myśmy myśleli, że ten gatunek wymarł gdzieś koło roku 1874.) Zaś co piątej kobiety problem nie dotyczy w ogóle - bo odmawiać albo nie musi, albo wręcz nie ma komu.

A do tego wszystkiego trzeba pamiętać, że Starowicz to taki konserwatywny seksuolog, zawsze reagujący z kilkuletnim opóźnieniem i do końca mający nadzieję, że wszelkie nowe trendy
da się przeczekać. W rzeczywistości może być więc nawet jeszcze gorzej. Być może panowie babieją ze szczętem.
Słowem, jak apelował Młynarski: Dziewczyny! Bądźcie dla nich dobre! Na wiosnę!